piątek

Dzień 4

Cisna - Wołosań 1071mnpm - Chryszczata 997mnpm - Duszatyn, 23km, 650m podejść.


Wstajemy o 5:30. Śniadanie na dworze w blasku wschodzącego słońca. O tej porze kuchnia jest zamknięta, więc wrzątek musimy wyprodukować sobie sami. Wyruszamy przed siódmą. Szlak wiedzie cały czas w lesie a i tak jest gorąco. Po paru godzinach dochodzimy do Jeziorek Duszatyńskich. Nie mamy już nic do picia.  Po drodze mijaliśmy wyschnięte koryta strumieni i potoków (w tym rejonie nie padało od 22 dni). Tu nabieramy wody z dopływających strumieni i robimy godzinną przerwę. Wyciągamy karimaty, zdejmujemy buty. Tu zostaje ukute powiedzenie "skarpety niemiłosiernie biją po receptorach".  Ruszamy dalej. Śpimy na "polu namiotowym" w Duszatynie. Jest łąka, potok, wiata i studnia 100m dalej we wsi (dwie puste chaty z zamkniętymi okiennicami). Nie ma sklepu. We wiacie nie da się spać: ławki są za wąskie a stół nie przetrzyma mojego nocnego wiercenia. Krzysztof pożycza mi plandekę 3x3m, Justyna kijki trekkingowe i mam zabezpieczenie przed opadami (po prawej na dole). Rozpalamy ognisko, gotujemy wodę (niezastąpione jest urządzenie Krzyśka, nazwiemy je buzerem (Kelly Kettle)- zdjęcie u góry po prawej).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz